sobota, 17 października 2026

„Kiedy wiatr nauczy mnie oddychać”


 Są dni, w których świat wygląda tak, jakby ktoś zgasił w nim światło. Chmury wiszą nisko, ciężkie jak niewypowiedziane słowa, a miasto pod nimi milczy — uwięzione w szarej zawiesinie. Leżę wtedy pod kołdrą jak pod skorupą, próbując ochronić w sobie to, co jeszcze ciepłe. Powietrze gęstnieje, wilgoć osiada na myślach, a nawet ptaki zdają się zapominać, po co mają skrzydła.

Poranek przechodzi w południe, południe w coś bez nazwy. Czas nie płynie — on się snuje, jak mgła po ulicach. Czasem tylko mucha zabrzęczy w pajęczynie, jakby przypominała, że nawet utknięcie ma swój dźwięk. A gdzieś wysoko, ponad tym wszystkim, słońce świeci pilotom w oczy. Tam, nad chmurami, świat wciąż jest jasny. Tam nic się nie zatrzymało.

I ja też czekam. Na wiatr.

Na ten jeden, właściwy, który rozgoni skłębione zasłony nieba i te, które noszę w środku. Na moment, w którym stanę na „raz”, prosto, pewnie, ze słońcem twarzą w twarz. Jeszcze nie teraz — ale wiem, że to przyjdzie. Bo nawet najcięższe powietrze kiedyś drgnie.

Patrzę przez okno na ulice tonące w ślepych kałużach. W tej ciszy rodzi się tęsknota za burzą — za czymś, co wstrząśnie powietrzem, przewietrzy myśli, przyniesie ulgę. A jednak tam, wysoko, słońce wciąż ogrzewa zimne niebieskie przestrzenie. Jakby czekało, aż w końcu do niego dołączę.

I może właśnie dlatego piszę. Bo wiem, że nie idę przez to sama.

Dziękuję Ci, że jesteś — że wracasz, czytasz, trzymasz mnie w tej drodze, która bywa mglista, ciężka, a czasem po prostu zbyt cicha. Twoja obecność naprawdę ma znaczenie. Twoje słowa, gesty, udostępnienia, wsparcie — to wszystko jest jak ten pierwszy podmuch, który zapowiada zmianę.

Jeśli możesz, zostań ze mną dalej. Wesprzyj mnie — dobrym słowem, udostępnieniem, pomocą. To dzięki Tobie wierzę, że kiedy wiatr w końcu przyjdzie, naprawdę stanę na „raz”.

I że słońce dotknie także mojej twarzy.

1 komentarz: