czwartek, 1 października 2026

Gdy myśli zaczynają krążyć wokół jednego imienia



 Są takie dni, kiedy słowa uciekają mi z rąk, jakby wiedziały, że i tak nie nadążę za tym, co dzieje się we mnie. Myśli krążą w kółko, wracają do jednego miejsca, jednego obrazu, jednego człowieka. Czasem próbuję je uciszyć, odsunąć, schować w szufladzie, która powinna pozostać zamknięta. A jednak — wracają. Uparte, ciche, natarczywe.

Bywa, że chcę zniknąć na chwilę. Zgubić się w bocznych uliczkach własnych emocji, pozwolić sobie odpłynąć bez mapy i bez planu. Ale im bardziej próbuję uciec, tym wyraźniej czuję, że gdzieś obok tli się światło. Jakby ktoś stał tuż za rogiem, nie po to, by mnie zatrzymać, lecz po to, bym wiedziała, że nie idę sama.

To dziwne uczucie — kiedy obecność drugiej osoby potrafi uspokoić bardziej niż cisza. Jakby ktoś potrafił zdjąć ze mnie ciężar dnia, strzepnąć kurz z powiek i przypomnieć, że nawet w chaosie można znaleźć miękkie miejsce do oddychania.

I może właśnie dlatego piszę ten tekst. Bo czasem trzeba wypuścić z siebie to, co zbyt długo było trzymane w środku. Bo niektóre emocje nie chcą być tylko myślą — chcą być słowem.

Dziękuję, że jesteś. Za obecność, za uwagę, za to, że wracasz — nawet jeśli tylko na chwilę.

A jeśli możesz… zostań jeszcze moment. Twoje wsparcie naprawdę ma znaczenie.

1 komentarz: