poniedziałek, 7 września 2026

Gdy świat rozsuwa się pod stopami

 


Wracam w to samo miejsce, jakby czas był spiralą, a ja wciąż krążyła po jej wewnętrznych warstwach. Nie wiem, czy to powrót, czy tylko złudzenie, że coś jeszcze czeka na mnie po drugiej stronie ciszy.

Bywa, że spadam. Nie w dół, nie w górę — raczej w głąb, tam, gdzie światło i cień splatają się w jedną, drżącą linię. W tym spadaniu jest dziwna łagodność, jakby powietrze znało mnie lepiej niż ja sama. A wokół — niewidzialne skrzydła, szelest, który nie jest ani przestrogą, ani pocieszeniem, tylko przypomnieniem, że miłość potrafi być jak wiatr: czasem niesie, czasem rozrywa, a czasem zostawia człowieka w miejscu, w którym musi nauczyć się oddychać od nowa.

I pytam siebie — ile jeszcze mam w sobie melodii, które próbuję zagrać na popękanych strunach. Ile etiud, które zaczynam od nowa, choć wiem, że każda z nich jest bardziej o mnie niż o dźwiękach, które próbuję wydobyć. Może właśnie dlatego wracam — bo w tych niedokończonych nutach jest coś, co wciąż mnie woła po imieniu.

Idę więc dalej, choć nie wiem, czy to droga, czy tylko echo drogi. Ale może właśnie w tym zawieszeniu, w tym drżeniu między „jeszcze” a „już nie”, rodzi się coś, co warto ocalić.

Dziękuję, że jesteś

Twoja obecność jest jak ciepło, które zostaje na skórze, nawet gdy ogień dawno wygasł. Jak światło, które nie oślepia, tylko prowadzi. Jak ręka, której nie trzeba widzieć, żeby poczuć, że podtrzymuje.

Dziękuję za to, że słyszysz moje spadanie, zanim ja sama je nazwę. Za to, że wracasz, nawet kiedy ja znikam w półcieniach własnych myśli. Za to, że jesteś — naprawdę, nie „obok”.

Jeśli chcesz pomóc mi iść dalej

Twoja obecność już jest dla mnie siłą. A jeśli masz w sobie przestrzeń, by wesprzeć mnie bardziej — wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc”. Tam jest wszystko, co może sprawić, że moje etiudy będą mogły brzmieć dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz