wtorek, 10 marca 2026

Schody jak Everest – moja codzienna, cicha wspinaczka


Są dni, kiedy patrzę na schody i czuję, jakby ktoś postawił przede mną górę.
Nie symboliczną.
Prawdziwą.
Taką, która rośnie w oczach, zanim jeszcze zrobię pierwszy ruch.

Dla wielu osób schody to tylko kilka stopni między piętrami.
Dla mnie — to Everest.
Codzienny, nieustępliwy, wymagający.
I choć nie mam liny, czekana ani ekipy wspinaczkowej, mam trzy sposoby, które pozwalają mi zdobywać ten szczyt, kiedy świat zapomina o windach.

1. Zjazd na wózku przy poręczy – balans między strachem a odwagą

Na zdjęciu tego nie widać, ale wtedy była ze mną druga osoba.
Ktoś, kto asekurował mnie z troską, z uważnością, z sercem.
Ale w życiu codziennym nie zawsze mam kogoś obok.
Czasem jestem tylko ja, wózek i schody, które nie pytają, czy dziś mam siłę.

Ten zjazd to zawsze moment zawieszenia.
Sekunda, w której ciało pamięta ból, a serce — odwagę.
To chwila, w której uczę się ufać sobie bardziej niż grawitacji.

2. Zejście w ortezach – wspomnienie, które noszę jak medal

Kiedyś to była moja codzienność.
Każdy krok wymagał ogromnego wysiłku, a ręce pracowały za całe ciało.
Każde zejście było jak walka z własnymi ograniczeniami.

Dziś mogę to robić tylko podczas rehabilitacji, pod czujnym okiem specjalisty.
Moje ciało już nie pozwala na to każdego dnia.
Ale pamiętam tamten czas.
Pamiętam, że potrafiłam.
I noszę to wspomnienie jak medal — dowód, że jestem silniejsza, niż wyglądam.

3. Schodołaz – mój codzienny towarzysz wolności

Schodołaz nie jest tylko urządzeniem.
To mój codzienny sprzymierzeniec.
Mój sposób na wyjście z domu, na spotkanie ze światem, na to, by nie zamknąć się w czterech ścianach.

Dla kogoś to metal i mechanizm.
Dla mnie — symbol niezależności.
Most między mną a życiem, które dzieje się na zewnątrz.

Dlaczego o tym piszę

Bo chcę pokazać, jak bardzo bariery architektoniczne potrafią zmienić czyjeś życie.
To nie tylko schody.
To dostępność.
To równość.
To prawo do samodzielności.

Ale mimo tych przeszkód — nie poddaję się.
Codziennie walczę o siebie.
Codziennie zdobywam swój Everest.
Czasem z pomocą.
Czasem sama.
Zawsze z wiarą, że dam radę.

Bo choć góra jest wysoka, ja mam w sobie siłę, by się wspinać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz