wtorek, 10 marca 2026

Cieszmy się z małych rzeczy – moja droga do zdrowia, lekkości i wdzięczności


 „Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest” — te słowa Sylwii Grzeszczak towarzyszą mi od lat. To mój osobisty hymn. W życiu, w którym każde zwycięstwo — nawet najmniejsze — ma ogromną wartość, te słowa nabierają wyjątkowego znaczenia.
Jednym z takich zwycięstw była utrata wagi.
Dla innych to drobiazg.
Dla mnie — kamień milowy.

Diagnoza, która przewróciła wszystko

Tuż przed osiemnastymi urodzinami usłyszałam diagnozę: padaczka.
Niespodziewany „prezent”, który wywrócił moje życie do góry nogami.

Zanim jednak padły te słowa, spędziłam 43 dni na oddziale neurochirurgii.
Dwie wymiany zastawki.
Nieprzyjemne badania gastrologiczne.
Niezliczone chwile bólu i bezsilności.

A potem pojawiła się Depakina — pierwszy lek, który miał pomóc, a przyniósł skutki uboczne: wypadanie włosów, przyrost wagi, nieustanny apetyt.
W pewnym momencie neurolog powiedziała stanowczo:
„Monika, tak dalej być nie może.”

Spotkanie, które zmieniło wszystko

I wtedy los postawił na mojej drodze panią Anię — dietetyczkę z sercem na dłoni.
Nie miała wcześniejszego doświadczenia z osobami z niepełnosprawnością, ale uwierzyła we mnie.
Uwierzyła, że razem damy radę.

Nasza wspólna droga trwa już osiem lat.

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie — u mnie w domu, bo gabinet, w którym przyjmowała, nie był dostępny dla osoby na wózku.
Nie wierzyłam wtedy, że da się schudnąć przy moich ograniczeniach ruchowych.
Okazało się jednak, że kluczem nie jest intensywny ruch, lecz determinacja i dobrze dobrana dieta.

Efekty, które zmieniły moje życie

Utrata 25 kilogramów.
A wraz z nimi zmieniło się wszystko:

  • Samopoczucie — najlepsze w życiu.
  • Pewność siebie — sukienki, kobiecość, radość.
  • Zdrowie — mniej bólu, większa mobilność.

Z czasem mój metabolizm zwolnił — PESEL robi swoje — ale z panią Anią dokonałyśmy liftingu diety.
I znów widzę efekty.
Czuję, że po raz kolejny zwyciężę.

Kto gotuje? Kto walczy?

Mama przygotowuje większość moich posiłków, bo nasza kuchnia nie jest dostosowana do moich potrzeb.
Wielu mówi:
„To zwycięstwo Twojej mamy.”
Ale ja wiem jedno:
to moja decyzja, moja siła i moja wytrwałość sprawiły, że to się udało.
Mama pomaga — ale to ja codziennie wybieram zdrowie.

Wdzięczność, która niesie

Dziękuję każdemu, kto jest ze mną: słowem, darowizną, obecnością.
Jesteście moim paliwem w drodze ku samodzielności i spełnianiu marzeń.

Dziękuję sobie — za to, że się nie poddałam.
Dziękuję mojej rodzinie, rehabilitantom, lekarzom.
Bez Was nie byłoby mnie tu, gdzie jestem.

Moje ciało to moja świątynia

Nie pozwolę mu osłabnąć.
Bo wtedy marzenia, podróże, codzienność… stałyby się zbyt trudne.
A ja się na to nie zgadzam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz