Są takie chwile, kiedy patrzę w lustro i widzę tylko oczy.
I wtedy pytam siebie:
„Kim jesteś, Monika, kiedy nikt nie patrzy?”
Odpowiedź nie przychodzi od razu.
Bo moja kobiecość nie jest oczywista.
Nie przyszła do mnie lekko, jak do wielu dziewczyn, które dorastały bez bólu, bez ograniczeń, bez lęku o każdy ruch.
Moja kobiecość była czymś, co musiałam odnaleźć, zbudować, a czasem wręcz wywalczyć.
Kiedy choroba próbuje odebrać Ci to, co najdelikatniejsze
Niepełnosprawność zabiera wiele rzeczy.
Sprawność. Swobodę. Spontaniczność.
Ale najboleśniej uderza w to, co niewidoczne — w poczucie, że jesteś kobietą, która może być piękna, pożądana, zauważona.
Były dni, kiedy czułam się tylko „przypadkiem medycznym”.
Ciałem, które trzeba naprawiać.
Zadaniem do wykonania.
Problemem do rozwiązania.
A przecież w środku byłam kimś innym.
Dziewczyną, która chciała pomalować usta.
Kobietą, która chciała założyć sukienkę.
Osobą, która chciała poczuć, że jest ważna — nie dlatego, że walczy, ale dlatego, że jest.
Makijaż jako list do samej siebie
Kiedy pierwszy raz pomalowałam usta, to nie był makijaż.
To było wyznanie.
Cichy szept:
„Monika, jesteś tu. Nie zniknęłaś.”
Każdy kolor na powiece, każdy lakier na paznokciach, każde ułożone pasmo włosów było jak cegiełka, którą odbudowywałam siebie.
Nie po to, by komuś się podobać.
Ale po to, by poczuć, że nadal jestem kobietą, a nie tylko pacjentką.
Rehabilitacja jako droga do kobiecości
Moje ciało nie jest łatwe.
Czasem boli tak, że trudno oddychać.
Czasem odmawia posłuszeństwa.
Czasem sprawia, że czuję się obca we własnej skórze.
Dlatego rehabilitacja to dla mnie coś więcej niż ćwiczenia.
To sposób, by odzyskać ciało, które pozwala mi czuć się sobą.
Ciało, które uniesie sukienkę.
Ciało, które pozwoli mi usiąść prosto, spojrzeć komuś w oczy, poczuć się pewnie.
Ciało, które nie będzie przeszkodą w byciu kobietą.
To codzienne koszty, codzienna praca, codzienna walka.
Sprzęt, leki, obuwie ortopedyczne, terapie — wszystko to jest częścią mojej drogi do tego, by móc powiedzieć:
„To ja. Cała ja.”
Na końcu tej historii jestem ja
Nie wózek.
Nie ograniczenia.
Ja — Monika.
Kobieta, która chce kochać, być kochana i żyć pięknie.
Kobieta, która nie wstydzi się swojej wrażliwości.
Kobieta, która każdego dnia mówi do siebie:
„Nie poddam się. Bo zasługuję na to, by być sobą.”
Dziękuję, że czytasz.
Dziękuję, jeśli zdecydujesz się pomóc.
Dziękuję, że widzisz we mnie kobietę, nie tylko chorobę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz