Dziś wpadło mi w ręce zdjęcie z letniej sesji.Zatrzymałam się przy nim na dłużej, bo to nie jest zwykła fotografia.To symbol naszej codzienności.Naszej walki.Naszej miłości.Na zdjęciu widać schodołaz — urządzenie, które każdego dnia jest naszym orężem w starciu z barierami architektonicznymi.Ale najważniejsza jest osoba stojąca za mną.Moja mama.
Schody, które dla innych nie istnieją
Większość ludzi widzi schody i po prostu idzie.
Nie zastanawia się, czy da radę, czy to bezpieczne, czy w ogóle możliwe.
Dla nas schody to operacja.
Plan.
Zaufanie.
I ogromna odpowiedzialność.
Każdy zjazd to akt odwagi — jej i mój.
Mama trzyma mnie pewnie, a ja oddaję jej w ręce swoje bezpieczeństwo.
To nie jest tylko pomoc.
To miłość w najczystszej postaci.
Mama – moje skrzydła i moje mięśnie
Mama jest moimi nogami, kiedy świat stawia przede mną bariery nie do przejścia.
Jest moją siłą, kiedy moje ciało odmawia posłuszeństwa.
Jest moją odwagą, kiedy ja się boję.
Jest moją codziennością — tą najtrudniejszą i tą najpiękniejszą.
To zdjęcie pokazuje tylko ułamek tego, co robi dla mnie każdego dnia.
Troska, której nie da się zmierzyć.
Siła, której nie da się opisać.
Miłość, której nie da się zastąpić.
Mamo, dziękuję Ci za wszystko.
Za każdy zjazd.
Za każdy wdech odwagi.
Za każdy dzień, w którym mogę wyjść z domu i poczuć, że żyję.
Jesteś moją bohaterką.
Marzę o świecie, w którym schody nie decydują o mojej wolności
Chcę świata, w którym dostępność jest standardem, a nie luksusem.
Chcę móc być samodzielna — choć trochę, choć w części.
Wasze wsparcie naprawdę zmienia moje życie
Moja walka o większą niezależność to nie tylko schodołaz.
To stałe leczenie, specjalistyczny sprzęt, codzienna rehabilitacja i kolejne turnusy, które są dla mnie jedyną drogą do sprawniejszego życia.
Każdy gest ma znaczenie.
Każda pomoc to krok w stronę samodzielności.
Każde wsparcie to realna zmiana.
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Dzięki Wam mogę walczyć o siebie — mimo barier, mimo schodów, mimo wszystkiego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz