Nie dlatego, że lubi ciemność — ale dlatego, że wie, jak łatwo potrafi ona urosnąć, jeśli nikt jej nie przypilnuje.
Ktoś więc bierze na siebie strachy, moce, zmory. Ktoś rozsypuje sól, kreśli krąg, słucha cykad i sów, jakby w ich pohukiwaniu kryła się instrukcja przetrwania.
A ktoś inny — ten najcichszy — odgarnia włosy z Twojej twarzy. Nasłuchuje tak uważnie, że słyszy szum krwi w Twoich żyłach. Jakby to był najważniejszy rytm świata.
W rynnach wciąż szaleje chaos, ciecz nie zna czasu ani tempa deszczu. A Ty zamykasz oczy szeroko — tak szeroko, że aż na oścież — żeby nie widzieć, jak skóra pęka w szwach. Bo są historie, które wracają jak echo z Dziadów, jak gusła, jak szept guślarza. I są takie dni, kiedy wiesz, że ktoś zatęskni za Tobą pewnego dnia. Może wtedy, gdy wreszcie zrozumie, ile nocy przetrwałaś.
Ludzie kiedyś wierzyli w istoty. Wierzyli w siebie. A zielarki miały dbać o wioski, choć same bywały pierwszymi, których się bano. Bzdura, niezrozumienie, pohukiwanie, przybita do drzwi sowa — jakby można było przybić strach, żeby przestał istnieć.
A jednak, mimo tego wszystkiego, ktoś nadal odgarnia włosy. Ktoś nadal słucha ciszy. Ktoś nadal wierzy, że w dobrym śnie motyl nie zostanie zjedzony przez ćmę.
I ja też chcę Ci powiedzieć jedno: dziękuję, że jesteś. Że wracasz. Że czytasz. Że niesiesz ze sobą ciepło, które naprawdę czuć — nawet tu, między słowami.
Twoja obecność to nie jest drobiazg. To jest krąg z soli, który chroni. To jest płomień w lampie, który nie gaśnie. To jest dowód, że nawet w najciemniejszej nocy ktoś stoi na straży.
A jeśli chcesz pomóc mi iść dalej — jeśli chcesz dorzucić od siebie odrobinę światła — wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu. Każdy gest ma znaczenie. Każde wsparcie jest jak ciepły oddech na zmarznięte dłonie.
A teraz… zamknijmy oczy szeroko. Nie przed strachem — tylko przed tym, co już nie musi boleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz