Cztery dni temu w Płocku spełniło się jedno z moich absolutnie największych marzeń. Marzenie, na które czekałam z zapartym tchem aż 11 długich lat!
O 17:00 stałam już pod samą sceną. Z sercem walącym jak szalone z emocji i niecierpliwości, wyczekiwałam tego jednego, najpiękniejszego momentu. Wokół panował niesamowity ścisk i gwar, ale w tamtej chwili liczyła się tylko czysta, nieposkromiona radość wyczekiwania.
Każdy, kto mnie zna, doskonale wie, że o LemONie mogłabym opowiadać godzinami bez końca. W końcu nie ma na świecie większej fanki ode mnie! Gdy Igor Herbut wraz z zespołem wyszli na scenę, czas po prostu stanął w miejscu, a świat wokół przestał istnieć. Ponownie usłyszeć ich na żywo... to uczucie tak potężne, że brakuje słów, by je opisać.
Kiedy wybrzmiały pierwsze nuty mojego ukochanego „Napraw”, z którym utożsamiam się każdą cząstką siebie, emocje po prostu we mnie wybuchły. Chłonęłam całym sercem dźwięki najnowszych, tak niezwykle bliskich mi „Ptaków”, a ogromnym, cudownym zaskoczeniem był tegoroczny hymn Męskiego Grania – „Nareszcie”. Jednak najbardziej poruszająca, wręcz mistyczna chwila nadeszła przy „Nice” – piosence, z której pochodzą słowa będące moim życiowym drogowskazem:
„Potrafimy kochać i marzyć, dlatego wszyscy jesteśmy zwycięzcami”.
Magia, ścisk w gardle, łzy szczęścia spływające po policzkach i gęsia skórka na całym ciele. Pisząc potem ze znajomymi, śmiałam się, że chyba tylko ja potrafię tak płakać ze wzruszenia na LemONie... Ale to były najpiękniejsze łzy świata!
Tamten wieczór był dla mnie prawdziwym, intymnym festiwalem emocji – w końcu byłam aż na trzech koncertach! Drugim zespołem był HLA 4 Transplant, który co prawda niespecjalnie przypadł mi do gustu, ale wisienką na torcie okazała się bezbłędna Ewa Farna. Widziałam ją na żywo po raz pierwszy w życiu i mam przeogromną nadzieję, że absolutnie nie ostatni! Czysty wulkan energii, fenomenalny taniec i ten potężny, poruszający mury głos – coś niewiarygodnego. Podczas jej występu poczułam, jakby czas się cofnął, a ja znów byłam kilkunastoletnią dziewczyną, która na całe gardło wyśpiewuje przed lustrem hity takie jak „Cicho” czy „Bez łez”.
Oficjalna proza życia i rzeczywistość nie dały jednak o sobie łatwo zapomnieć. Dostęp do łazienki był po prostu masakryczny – kilkanaście stromych, krętych schodów w dół, na dodatek przeraźliwie śliskich i mokrych od deszczu. Jakby tego było mało, właśnie wtedy powrócił ten podstępny ból, z którym walkę toczę już od tylu miesięcy...
Ale wiecie co? W tamtej chwili to wszystko przestało mieć jakikolwiek znaczenie! Żadne przeszkody, bariery ani fizyczny ból nie były w stanie odebrać mi ani odrobiny tej czystej radości. Liczyła się tylko muzyka, obecność pod samą sceną i spełniające się marzenie.
Ta cała piękna podróż i siła do pokonywania kolejnych barier nie byłyby jednak możliwe bez Was. W moim przypadku lekarze nie dają nadziei na wyzdrowienie – moja codzienna walka toczy się o jak największą niezależność, sprawność i chociaż kilka chwil bez paraliżującego bólu. Ten niezwykły wieczór pod sceną dał mi gigantyczny zastrzyk energii i wlał w moje serce jeszcze więcej siły do dalszej walki z życiem i własnymi ograniczeniami!
Teraz wiem jeszcze dokładniej, po co się staram i po co walczę. A walka trwa bez przerwy – już za dziesięć dni melduję się na kolejnym, ciężkim turnusie rehabilitacyjnym w Polanice w Chrustach, gdzie będę dawać z siebie absolutnie wszystko.
To dzięki Waszemu codziennemu wsparciu mam w sobie tę moc. Każdy Wasz gest, słowo i obecność dają mi skrzydła i sprawiają, że niemożliwe staje się możliwe. Jeśli chcielibyście nadal towarzyszyć mi w tej drodze i dowiedzieć się, jak wspierać moją rehabilitację oraz leczenie, wszystkie szczegółowe informacje znajdziecie w zakładce [JAK POMÓC].
Dziękuję Wam, że jesteście, wierzycie we mnie i pomagacie mi spełniać marzenia! ❤️
#LemON #EwaFarna #SpełniajMarzenia #WalkaOSamodzielność #SercaDlaMaluszka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz