Są takie momenty, na które czekam jak na oddech po zbyt długim zanurzeniu.
Chwila, kiedy opadają spojrzenia, które oceniają. Kiedy świat wreszcie przestaje szumieć. Kiedy drzwi się domykają, a ja mogę w końcu usłyszeć siebie.
I wtedy wraca do mnie ta prosta prawda: w życiu naprawdę jest tyle dobrych rzeczy. Nawet jeśli czasem trzeba je wydobywać spod warstw zmęczenia, lęku, niepewności. Nawet jeśli trzeba je wyciągać z ciszy, która bywa cięższa niż słowa.
Ta piosenka przypomina mi o czymś, co długo było dla mnie trudne: że przy kimś mogę być sobą. Nie wersją poprawioną, wygładzoną, bezpieczną. Nie tą, która „powinna”. Tylko tą prawdziwą — czasem drżącą, czasem niepewną, czasem zbyt cichą.
I że to nie jest niczyja wina. To po prostu ja. Moje tempo. Moje granice. Moje światło i mój cień.
Kiedy wszyscy zasypiają, kiedy świat wreszcie milknie, wraca do mnie wdzięczność. Za ludzi, którzy potrafią być obok bez nacisku. Za tych, którzy nie próbują mnie naprawiać. Za tych, którzy widzą człowieka, a nie historię. Za tych, którzy rozumieją, że bycie sobą przy kimś to najczystsza forma zaufania.
Dziękuję, że jesteście. Że wracacie, nawet kiedy ja znikam na chwilę w swoim własnym półmroku. Że czytacie mnie nie tylko oczami, ale uważnością, która widzi więcej niż litery. Że pozwalacie mi być — w pełni, w półcieniu, w drodze.
Jeśli chcesz mnie wesprzeć w tej drodze ku większej niezależności i spokojowi, wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu.
Wasza Monika
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz