Kiedy słowa z piosenki trafiają w miejsce, którego nie dotykamy na co dzień — zbyt czułe, zbyt nagie, zbyt prawdziwe.
„Wiem, że nie śpisz…” I ja też czasem nie śpię. Czasem przewracam się z boku na bok, próbując znaleźć oddech, który nie będzie bolał. Czasem myślę o tym, jak wiele chciałabym powiedzieć, a jak niewiele z tego naprawdę wychodzi na głos.
I wtedy wracam tutaj. Do Was.
Dziękuję, że tu jesteście. Że wracacie, nawet kiedy ja znikam jak ślad na wodzie — cichy, kruchy, rozwiany jednym podmuchem. Że potraficie usłyszeć to, czego nie wypowiadam: drżenie między literami, zawahanie ukryte w pauzie, myśl, która dopiero szuka odwagi, by się urodzić. Że czytacie mnie tak, jak czyta się wiatr — nie oczami, lecz uważnością, która widzi więcej niż słowa.
Dziękuję za obecność, która nie domaga się wyjaśnień. Za czułość, która nie potrzebuje dekoracji, bo sama w sobie jest światłem. Za to, że pozwalacie mi być — w pełnym blasku, w półcieniu, w ciszy, która dopiero składa się w kształt. Za to, że nie odwracacie wzroku, kiedy milknę, tylko siadacie obok, jakby milczenie też było rozmową.
Dziękuję za to, że nie próbujecie mnie naprawiać, ulepszać, przyspieszać. Za to, że widzicie człowieka, a nie historię. Za to, że potraficie być — po prostu być — kiedy ja jeszcze uczę się oddychać spokojniej.
Wasza Monika
PS. Jeśli chcesz mnie wesprzeć: Wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu.
Monia jesteś cudowna taka jaka jesteś i nie zmieniaj się 😘
OdpowiedzUsuń