sobota, 18 lipca 2026

Ta lwia część, która jeszcze we mnie oddycha

 


Są dni, w których świat wygląda jak po bitwie — duch unoszący się nad ziemią, szary dym, wzgórze, z którego kiedyś wszystko było jasne.
A teraz… tylko piach w oczach i cisza, która potrafi być bardziej bezwzględna niż jakikolwiek krzyk.

Nikt nie obiecywał, że będzie łatwiej.
Że serce przestanie tęsknić tylko dlatego, że rozum próbuje być rozsądny.
A jednak we mnie wciąż żyje ta lwia część — ta, która pamięta, która czuje, która myśli za tych, których już nie ma obok.
Ta, która nie daje się uciszyć.

Czasem wszystko gaśnie naraz: kruk, dym, światło.
Zostaje gruz, echo i to jedno wzgórze, na którym tli się jeszcze coś, czego nie potrafię nazwać.
Może nadzieja.
Może upór.
Może tylko resztki siły, które trzymają mnie przy ziemi, kiedy grzmot rozcina dzień na pół.

I wtedy znów słyszę w sobie ten głos:
że ta lwia część — ta najprawdziwsza, najtwardsza, najbardziej moja — wciąż żyje.
Wciąż tęskni.
Wciąż myśli.
Wciąż nie pozwala mi się poddać.

Może właśnie dlatego idę dalej.
Nie dlatego, że jest łatwo.
Ale dlatego, że coś we mnie wciąż się tli, nawet jeśli świat czasem wygląda jak popiół.


Dziękuję, że tu jesteście

Za to, że wracacie.
Że czytacie między wersami.
Że potraficie usłyszeć drżenie tam, gdzie inni widzą tylko słowa.
Że jesteście obok — nawet wtedy, gdy ja sama znikam na chwilę w swoim własnym dymie i piachu.

To naprawdę ma znaczenie.
Większe, niż potrafię napisać.


Jeśli chcesz mnie wesprzeć

Wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu.
To miejsce, w którym opisałam wszystko jasno i konkretnie — tak, żeby każdy, kto chce, mógł zrobić to po swojemu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz