niedziela, 19 lipca 2026

Fantasmagoria

 


Są takie chwile, kiedy świat wygląda jak odbicie w krzywym lustrze — niby znajomy, a jednak odrobinę przesunięty, rozmazany, niepewny. Idę przez te dni trochę osobno, trochę razem z tym, co było, z tym, co jeszcze nie chce odejść. Czasem mam wrażenie, że cień przeszłości macha do mnie z drugiej strony szkła, jakby pytał, czy jeszcze pamiętam drogę powrotną.

A jednak w tym wszystkim jest też blask. Krótki, ostry, niepokojący — jak księżyc, który wygląda zza chmur i udaje, że nic nie widzi. Jak krople zimna spadające z czyjejś twarzy. Jak bose stopy, które pamiętają drogę, nawet jeśli serce chwilowo jej nie widzi.

Bywa, że tracę siebie. Bywa, że tracę Ciebie. Bywa, że wszystko staje się tylko fantasmagorią — obrazem, który drży, kiedy próbuję go dotknąć. A jednak wracam. A jednak widzę. A jednak czuję, choć czasem dopiero po czasie.

I może właśnie o to chodzi — żeby nie udawać, że wszystko jest proste. Żeby pozwolić sobie na smutek spleciony z radością. Na tę dziwną, krótką ulgę, kiedy coś wreszcie można wypowiedzieć. Na to, że nie wszystko da się wymazać z czyichś ust, nawet jeśli bardzo by się chciało.

To jest mój zapis na dziś. Mój oddech. Moja własna fantasmagoria.


Dziękuję, że tu jesteście.
Za obecność, która nie wymaga tłumaczeń.
Za to, że wracacie, nawet kiedy ja znikam na chwilę w swoich mgłach i odbiciach.
Za to, że czytacie mnie sercem, a nie tylko oczami.

Jeśli chcesz mnie wesprzeć —
wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu.

Wasza,
Monika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz