poniedziałek, 13 lipca 2026

AKE — o ranach, które leczą się tylko wtedy, gdy żyjemy naprawdę

 


Są takie dni, kiedy świat pyta głośniej niż ja sama.
Czy jeszcze czuję.
Czy jeszcze wierzę.
Czy jeszcze potrafię karmić dobro, zanim opadnę z sił.

A przecież wiem — wszyscy śmiejemy się w tym samym języku.
Wszyscy tęsknimy za tym samym:
za chwilą, w której ktoś spojrzy na nas łaskawym okiem
i powie: „widzę Cię, naprawdę Cię widzę”.

Czas nie leczy ran.
To my — w tym, co robimy, w tym, jak wybieramy, w tym, jak wracamy do siebie —
uzdrawiamy nasze chore dusze.
Dzieci naszych lęków.
Nasze własne pola bitwy, na których wciąż próbujemy stanąć prosto.

Czasem tonę w kimś, żeby na chwilę zapomnieć.
Czasem szukam dobrych słów, kiedy ktoś obok śpi spokojnie,
a ja próbuję być kimś, kogo potrzebuje świat.
I wtedy właśnie opadam z sił.

Bo ile można budować siebie z oczekiwań innych.
Ile można wspinać się na wieżę własnych doświadczeń
tylko po to, by zobaczyć, jak wiele jeszcze boli.

A jednak — wciąż wierzę w łagodność.
W to, że można spojrzeć na świat inaczej.
Że można przestać atakować, kiedy brakuje planu.
Że można odłożyć broń, nawet jeśli nikt nas tego nie nauczył.

Szukam dobrych słów.
Dla siebie.
Dla Ciebie.
Dla nas wszystkich, którzy próbujemy żyć tak, żeby nie zgubić serca po drodze.


Dziękuję, że tu jesteście

Dziękuję za Waszą obecność — cichą, wierną, uważną.
Za to, że wracacie, nawet kiedy ja znikam jak ślad na wodzie.
Za to, że potraficie usłyszeć to, czego nie wypowiadam: drżenie, zawahanie, przerwę między słowami.
Za to, że czytacie mnie tak, jak czyta się wiatr — nie oczami, lecz uważnością.

Dziękuję za obecność, która nie domaga się wyjaśnień.
Za czułość, która nie potrzebuje dekoracji.
Za to, że pozwalacie mi być — w świetle, w półcieniu, w ciszy, która dopiero szuka swojego kształtu.


Jeśli chcesz mnie wesprzeć

Wszystkie informacje o tym, jak możesz pomóc, znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz