Hej! Dziś przychodzę do Was z krótką, ale niezwykle dynamiczną historią o tym, jak moje własne ciało postanowiło zrobić mnie w konia. I to w stylu kina akcji.
Od urodzenia dzielnie walczę z przykurczami w palcach u stóp. Moja absolutna życiowa zmora. Efekt? Regularnie dewastuję swoje własne paznokcie. I tutaj, cała na biało, wkracza Karolina – moja niezastąpiona podolożka.
Dla niewtajemniczonych: podolog to taki czarodziej od zadań specjalnych. Nie bawi się w malowanie wymyślnych kwiatuszków, tylko ratuje ludzkość przed wrastającymi paznokciami, odciskami i innymi „atrakcjami”. Taki superbohater od dolnych kończyn. Co prawda na moich stopach można czasem zobaczyć kolor, czyli hybrydę, ale umówmy się – to nie dla rewii mody. Chodzi wyłącznie o to, żeby maksymalnie utwardzić paznokcie i pozwolić na dłużej utrzymać efekty ciężkiej pracy Karoliny, zanim moje przykurcze znów spróbują dokonać sabotażu.
Błąd w Matrixie i nagły atak... łaskotek
Ostatnio Karolina (znana też jako PodoLala ) odwiedziła mnie na kolejny pedicure podologiczny. Siedzimy, pełne skupienie, Karolina działa, ja się relaksuję... i nagle wydarzył się absolutny hit.
Poczułam łaskotki w prawej stopie. 🤯
Dla jasności: przy moim niedowładzie kończyn dolnych każda taka akcja to jak wygrana w totka i totalny szok kulturowy. Ja w ryk – śmieję się jak szalona, a Karolina patrzy na mnie z totalnym zdezorientowaniem, kompletnie nie ogarniając, z czego właściwie rżę wniebogłosy podczas rutynowego piłowania. Dopiero jak wykrztusiłam, o co chodzi, obie zbierałyśmy szczęki z podłogi.
Prawie znokautowałam doktora, czyli refleks ninja
Oczywiście mam świadomość, że to mógł być jednorazowy błąd Matrixa. Moje nerwy już kiedyś pokazały, że mają bardzo specyficzne poczucie humoru.
Lata temu miałam wycinane znamię na stopie. Dumna i pewna siebie stwierdziłam:
"Eee tam, daj spokój panie doktorze z tym znieczuleniem miejscowym, przecież ja i tak tam nic nie czuję".
Lekarz jednak uznał, że procedury to procedury i lepiej podać. Wbił igłę w stopę... i ku absolutnemu zaskoczeniu mojej mamy, pielęgniarki, samego lekarza (i moim własnym!), moja noga odpaliła tryb ninja. Odskoczyła tak widowiskowo, że powędrowała prosto w kierunku twarzy doktora. Prawie go znokautowałam "niewładną" nogą!
Więc tak – u mnie reakcje czuciowe bywają rzadkie, gwałtowne i, jak widać, bardzo niebezpieczne dla otoczenia. Moje stopy po prostu żyją własnym, bokserskim życiem!
A jak tam Wasze organizmy? Zrobiły Wam kiedyś podobny podstępny numer, wprawiając lekarzy (albo Was samych) w absolutne osłupienie? Dajcie znać w komentarzach!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz