środa, 17 czerwca 2026

Miłość do zwierząt, chwile bez bólu i walka o sprawność – moja wizyta na Farmie Goławice


Witajcie kochani! 
Dzisiaj chcę się z Wami podzielić czymś bardzo osobistym, a zarazem pięknym. Kto zna mnie bliżej, ten doskonale wie, że bardzo kocham zwierzęta. Mają one w sobie niezwykłą magię – empatię, której często brakuje ludziom, oraz czystą, niczym niewymuszoną radość. Kontakt z nimi od zawsze był dla mnie formą terapii, dlatego kiedy tylko pojawia się okazja, staram się uciekać bliżej natury.
Ostatnio wybrałam się w wyjątkowe miejsce – na Farmę Goławice. To urokliwy zakątek pełen niesamowitych stworzeń. Miałam okazję z bliska przytulić ciekawskie alpaki, nakarmić osiołki, podziwiać dumne pelikany, a nawet spotkać przesympatyczne kapibary i urocze pieski preriowe. Sami zobaczcie na zdjęciach, ile było w tym wszystkim autentycznej, dziecięcej wręcz radości 
Cud, który przyniósł ulgę
Ta wycieczka miała dla mnie znacznie głębszy wymiar, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Od końca marca zmagam się z silnym, nieustannym bólem kolana, który niesamowicie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie i potrafi odebrać całą energię. Jednak tam, na farmie, stał się prawdziwy cud.
Kiedy otoczyły mnie te wszystkie cudowne zwierzaki, negatywne emocje i fizyczny dyskomfort po prostu odpłynęły. Dzięki nim chociaż na chwilę mogłam całkowicie zapomnieć o bólu. Obecność zwierząt przyniosła mi psychiczną i fizyczną ulgę, dając mi potężnego kopa motywacyjnego do dalszej walki o siebie. 
Kilka słów o dostępności, czyli okiem wózkowicza 
Jako osoba poruszająca się na wózku, zawsze zwracam uwagę na infrastrukturę miejsc, które odwiedzam. Chcę być z Wami zupełnie szczera – Farma Goławice to cudowne miejsce z ogromnym potencjałem i wspaniałą atmosferą, ale musi jeszcze sporo popracować nad dostępnością dla osób z niepełnosprawnościami.
Największym wyzwaniem na miejscu okazały się kwestie techniczne, takie jak niedostosowana łazienka oraz bariery architektoniczne przy wejściu do kawiarni. Dla osób takich jak ja, samodzielne pokonanie tych przeszkód bywa niemożliwe. Mam ogromną nadzieję, że właściciele farmy z czasem zadbają o te detale, bo ułatwiłoby to życie wielu wyjątkowym gościom, którzy tak jak ja pragną kontaktu z naturą bez barier.
Moja codzienność
Wizyta na farmie była piękną odskocznią, jednak rzeczywistość, do której wracam, bywa trudna. Moja codzienność to przede wszystkim intensywna, nieprzerwana i niestety bardzo kosztowna rehabilitacja związana z przepukliną oponowo-rdzeniową. Aby móc dalej cieszyć się życiem, łagodzić skutki codziennych dolegliwości, przełamywać kolejne bariery i dążyć do jak największej sprawności oraz samodzielności, cały czas potrzebuję wsparcia ludzi o wielkich sercach. Każdy krok do przodu to dla mnie szansa na kolejny dzień bez bólu.
A jak to jest u Was?
Na koniec mam do Was ogromną prośbę i pytanie. Czy Wy również czujecie tak niesamowitą więź ze zwierzętami? Czy macie swoje ulubione miejsca, w których bliskość natury pozwala Wam odciąć się od codziennych trosk, stresu czy bólu?
Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! Chętnie dowiem się też, jakie zwierzątka ze zdjęć skradły Wasze serca najmocniej – u mnie kapibary i pieski preriowe zdecydowanie wygrywają! 
 Jak możesz mnie wesprzeć?
Jeśli chcielibyście pomóc mi w mojej codziennej walce o sprawność, wszystkie szczegółowe informacje, numery kont oraz sposoby wsparcia znajdziecie na moim blogu w zakładce [JAK POMÓC].
Ogromną pomocą będzie dla mnie również udostępnienie tego wpisu w swoich mediach społecznościowych. To nic nie kosztuje, a pozwala mi dotrzeć dalej.
Dziękuję, że jesteście ze mną na tej drodze i wspieracie mnie w drodze po lepsze jutro! 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz