Mówi się, że każdy z nas nosi w sobie mapę miejsc, które go ukształtowały. Czasami jednak człowiek rodzi się na granicy dwóch zupełnie obcych terytoriów. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam poruszający utwór „Ziemia” w wykonaniu Sargisa Davtyana, poczułam, jak głęboko rezonuje on z moim własnym życiem. Choć artysta śpiewa o rozdarciu między dwoma krajami, ja odnalazłam w tej piosence metaforę mojego własnego losu.
Od dwudziestu ośmiu lat moje życie to bowiem nieustanny taniec między dwoma światami: krainą pełną beztroski, zdrowia i swobody, którą podziwiam z daleka, a surową, pełną barier rzeczywistością niepełnosprawności, w której przyszło mi żyć.
Nazywam się Monika Mosór i mieszkam w Garwolinie. Moja codzienność to walka o to, by te dwa światy w końcu przestały się ze sobą kłócić. By społeczeństwo przestało budować mury, a zaczęło stawiać mosty.
Lekcja obcego języka i próba zakorzenienia
W utworze Davtyana, który stał się inspiracją dla moich przemyśleń, bohater przywołuje symbole kultury, by udowodnić swoją przynależność. Ja też całym sercem chłonę otaczający mnie świat. Jestem kobietą, która kocha życie, ma swoje wielkie marzenia i pragnie być po prostu traktowana jak równa wśród równych.
Jednak los już na starcie rzucił mnie na głęboką wodę, obciążając moje ciało bagażem, którego nikt nie powinien dźwigać. Przepuklina oponowo-rdzeniowa, wodogłowie, padaczka i codzienne dysfunkcje wewnętrznych organów to przeciwnicy, którzy nieustannie próbują odebrać mi prawo do decydowania o sobie. Zamiast spacerów po zielonych polach, moją ścieżką stały się ślady kół wózka inwalidzkiego. Każdego dnia na stole rehabilitacyjnym walczę o to, by moje własne ciało przestało być dla mnie obcym krajem, a stało się domem, w którym panuje spokój.
Syndrom tożsamościowej bezdomności
Piosenka „Ziemia” dotyka bolesnego motywu bezdomności – sytuacji, w której człowiek nigdzie nie czuje się w pełni u siebie. W moim życiu ten stan oznacza niewidzialną barierę, która oddziela mnie od reszty społeczeństwa. To uczucie, gdy świat ludzi sprawnych patrzy na Ciebie z dystansem, widząc jedynie wózek i ograniczenia, jakbyś nie pasował do ich krajobrazu. Z kolei w świecie czysto medycznym jesteś tylko kolejnym numerem w kartotece, kolejnym trudnym przypadkiem do zdiagnozowania.
Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na jedno, wspólne „My”? Na to, by usiąść przy jednym stole bez barier, bez litości, za to z pełnym zrozumieniem?
Ta granica staje się jeszcze wyraźniejsza, gdy w grę wkracza proza życia. Moja niezależność ma niestety bardzo wysoką, materialną cenę. Co miesiąc potrzebuję ogromnych kwot na samą rehabilitację, leki oraz specjalistyczny sprzęt. To tworzy finansowy mur, przez który sama nie jestem w stanie przejść. To te chwile, gdy czuję, że brak środków zamyka przede mną drzwi do normalnego świata.
Zbudujmy wspólny dom
Wierzę jednak – tak jak artysta w swoim utworze – że żadne podziały nie są ostateczne. Korzenie, nawet te mocno poturbowane przez los, potrafią na nowo wrosnąć w ziemię, jeśli tylko poczują ciepło. Psychoterapia pomaga mi odnaleźć wewnętrzne światło w najciemniejszych momentach, ale to obecność drugiego człowieka daje mi realną siłę do działania.
Nie musimy żyć w osobnych światach. Możesz pomóc mi zburzyć te mury i sprawić, byśmy zaczęli mówić o sobie jako o jednej, wspólnej rodzinie. Każdy gest ma znaczenie i pozwala mi wierzyć, że niemożliwe staje się rzeczywistością.
Jak możesz mi pomóc i jak złapać ze mną kontakt?
Wszystkie szczegółowe informacje o tym, jak przekazać mi wsparcie (w tym 1,5% podatku czy SMS), a także odnośniki do mojego Facebooka oraz innych mediów społecznościowych, znajdziesz w odpowiednich zakładkach na górze mojego bloga.
Dziękuję Ci za to, że nie przechodzisz obok mojej granicy obojętnie. Dziękuję, że pomagasz mi bezpiecznie zapuścić korzenie w normalnym, pięknym życiu.
Z głęboką wdzięcznością,
Monika Mosór
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz