piątek, 19 czerwca 2026

Ambicja vs. Rzeczywistość: Jak (nie) wracałam do formy nad zalewem w Garwolinie



Znasz to uczucie, kiedy Twoja głowa krzyczy „lecisz!”, a ciało bardzo dosadnie odpowiada „chyba cię poniosło”? No to posłuchajcie, jak wyglądał mój dzisiejszy powrót do aktywności.
Po dłuższej przerwie wybrałam się nad nasz garwoliński zalew retencyjny. Plan był prosty, spokojny i skrojony na miarę moich obecnych możliwości: zrobię dwa kółka, trochę się poruszam, złapię świeże powietrze i wracam. Brzmi rozsądnie, prawda?
I wtedy włączył się tryb: „Ja nie dam rady?!”
Gdy tylko dotarłam na miejsce, w mojej głowie odpalił się wehikuł czasu. Przypomniałam sobie, że jeszcze dwa lata temu bez większego problemu robiłam tu po 5 kółek – czyli jakieś 10 kilometrów! W ułamku sekundy racjonalny plan poszedł w odstawkę, a na jego miejsce wskoczyła czysta, sportowa ambicja. Postanowiłam: dzisiaj też będzie pięć!
Początek był super. Przy czwartym kółku zaczęłam już konkretnie odczuwać zmęczenie, ale w myślach powtarzałam sobie: „Nie no, nie odpuszczę na ostatniej prostej, zrobię to”.
W trakcie tego mojego biegu (czy też – jak kto woli – jazdy) spotkałam znajomego. Popatrzył na mnie, złapał się za głowę i podsumował krótko: „Dziewczyno, ty jesteś szalona, że tyle kręcisz!”. Zaśmiałam się tylko, rzucając: „Trzeba się ruszać i zrzucić parę kilogramów! Jak się nie chodzi na nogach, to trzeba nadrabiać inaczej!”.
Kiedy kręgosłup mówi „auć”
Żeby podkręcić dramatyzm sytuacji i pokazać, jaką mam moc, po tej krótkiej wymianie zdań jeszcze przyspieszyłam tempo. I to był ten moment, w którym mój kręgosłup postanowił zgłosić oficjalny protest. Poczułam bardzo wyraźne, głośne „AUĆ”.
W jednej sekundzie cała ta sportowa duma wyparowała, a ja musiałam gwałtownie zwolnić. Zamiast spektakularnego finiszu, skończyło się na szybkim telefonie do mojej asystentki: „Ratunku, przyjdź po mnie, bo sama nie dam rady wrócić”.
Lekcja na dziś?
To był klasyczny stan, w którym ambicje i obecna kondycja kompletnie nie poszły w parze. Chciałam przeskoczyć dwa lata przerwy w jedno popołudnie.
Choć dumna jestem z tego, że wciąż mam w sobie tyle determinacji, to dzisiejszy dzień był dla mnie lekcją pokory wobec własnego ciała. Czasem największą odwagą nie jest dokończenie założonego celu za wszelką cenę, ale umiejętność powiedzenia „stop”, kiedy organizm o to błaga.
A jak to jest u Was? Wasza ambicja też czasem wygrywa z rozsądkiem?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz