środa, 10 czerwca 2026

Krzywo, ale stabilnie. Jak popsułam statystyki neurochirurgom i polubiłam mój własny kręgosłup


Czerwiec to Miesiąc Świadomości Skoliozy. Dla mnie? Idealny moment, żeby sypnąć odrobiną zielonego brokatu na moje i tak już mocno pokręcone życie.
Dla większości z Was skolioza to pewnie to legendarne „garbienie się w ławce” albo dramat pod tytułem „krzywo nosiłeś plecak”. U mnie wersja jest znacznie bardziej luksusowa, bo neurologiczna – taki uroczy bonus od przepukliny oponowo-rdzeniowej, z którą znam się osobiście właściwie od kołyski.
Era Pajączka i hurtowni baterii
Zanim jednak wskoczyłam do ortopedycznej ekstraklasy, miałam świetny wstęp jako 8-10 latka. Moja rehabilitantka namiętnie oklejała mnie wtedy kolorowymi tejpami. I dokładnie w tamtym momencie wjechały one: „Dobre Rady Znajomych”.
Ktoś wybitnie genialny uznał, że profesjonalna fizjoterapia to bzdura i moja mama powinna natychmiast zainwestować w Pajączka. Pamiętacie ten hit z telezakupów, który piszczał nieludzko, jak tylko człowiek chociaż trochę się skrzywił?
Mama skwitowała to krótkim śmiechem i uwagą, że na mój kręgosłup musiałaby chyba wykupić roczny zapas baterii z całej hurtowni, bo sprzęt z TV raczej nie udźwignie tej konstrukcji. Spojler: miała absolutną rację.
Konsylium przy kominku i medyczny „teaser”
Prawdziwy festiwal absurdu zaczął się, gdy miałam 14,5 roku. I to od grubej rury – od... bólu w kolanach. Bo przecież jak boli kolano, to na pewno winny jest kręgosłup, logiczne, prawda?
Po rezonansie moje wyniki wylądowały na tzw. kominku neurochirurgów. Wyobrażam sobie to zacne konsylium, na które przypadkiem zaplątał się ortopeda z innego szpitala. Naradzali się, naradzali i w przypływie nagłego natchnienia uznali:
„O, zoperujmy jej skoliozę!”
Wstawili mi krótki implant. Taki medyczny „teaser” – miał mnie wyprostować tylko na tyle, żeby lekarze mogli sprawdzić, czy da się uniknąć wersji rozszerzonej, czyli długiego implantu.
Rehabilitacja pooperacyjna? Czysta sielanka. Do dziś z łezką w oku (i lekkim dreszczem) wspominam ponowną naukę tak skomplikowanych i ekscytujących czynności jak siadanie, wstawanie i spacerowanie w ortezach. Żeby nie było nudno, w pakiecie dostałam bonus: ropień pod najprawdopodobniej cudownie niedopasowanym gorsetem.
Dziewczyna, która popsuła statystyki
Dzięki temu ropniowi trafiłam do ortopedy, który współoperował mnie z neurochirurgiem. Pan doktor po kilku miesiącach rozbrajającą szczerością wyznał, że jak otwierał mój kręgosłup, to był święcie przekonany, że zaraz zobaczymy się znowu, żeby wbić mi długi implant aż do miednicy.
I tu niespodzianka: popsułam im statystyki. Powiedziałam stanowcze: NIE.
Wizja śrub wkręconych w miednicę jakoś nie brzmiała jak przepis na udany weekend. Potwornie się bałam, że ta medyczna innowacja zabierze mi coś tak mało istotnego jak... moja samodzielność i niezależność. Postawiłam wszystko na jedną kartę, zaufałam intuicji i olałam drugi etap.
Dzisiaj temat operacji wraca jak bumerang – tym razem dla odmiany to rehabilitanci z troską przebąkują, że może jednak warto dać się pokroić. A ja, patrząc na spektakularne „sukcesy” podobnych operacji w moim otoczeniu, siedzę sobie spokojnie i ani trochę nie żałuję tamtego „nie”. Przez te lata zdążyłam się ze swoją skoliozą całkiem nieźle skumplować. Ba! Nauczyłam się z nią żyć i momentami ten mój krzywy kręgosłup potrafi nawet w czymś pomóc! 😅
Kolano kontratakuje (czyli czas na Wasz ruch)
Żeby jednak nie było za różowo, od marca moje kolano postanowiło przypomnieć o swoim istnieniu i boli jak za starych, dobrych czasów. Mam głęboką nadzieję, że to nie jest mało subtelne zaproszenie na salę operacyjną. Za bardzo lubię swoje życie na własnych warunkach, żeby oddać je za komplet nowych śrub.
Żeby jednak ta moja niezależność i "krzywa stabilność" mogły trwać jak najdłużej, muszę dbać o tę moją unikalną konstrukcję. A to – jak zapewne się domyślacie – kosztuje sporo potu, czasu i... funduszy na porządną, skrojoną pod moją neuro-wersję fizjoterapię (bo pajączek z telezakupów, jak już wiemy, odpada).
Jeśli macie ochotę dorzucić parę groszy do mojego "funduszu anty-śrubowego" i pomóc mi utrzymać samodzielność na własnych zasadach, będę ogromnie wdzięczna za każde wsparcie!
💰 Jak możesz mi pomóc?
• Przekaż darowiznę:
◦ Nr konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
◦ Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
• Podaruj 1,5% podatku:
◦ KRS: 0000387207
◦ Cel szczegółowy: 232 Monika Mosór
◦ (Fundacja Serca dla Maluszka)
W tym Miesiącu Świadomości Skoliozy życzę Wam prostych kręgosłupów i równie prostej asertywności, kiedy system medyczny próbuje Was trochę za bardzo „wyprostować”. Trzymajcie kciuki za moje kolano! 💪
#MiesiącSkoliozy #ScoliosisAwareness #SarkazmToMojeCardio #MojaHistoria #Samodzielność #Wojowniczka #PrzepuklinaOponowoRdzeniowa #KrzywoAleStabilnie #MojeCiałoMójWybór


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz