wtorek, 7 kwietnia 2026

Czy mój wózek posiada pole siłowe? O „medycznym spirytyzmie” i znikaniu przed dwudziestką


7 kwietnia. Światowy Dzień Zdrowia.

Dzień, w którym internet pęka od porad o profilaktyce, nowoczesnych terapiach i dbaniu o dobrostan.
A ja… ja chciałabym opowiedzieć Wam o zjawisku, którego nie znajdziecie w żadnym podręczniku.
O magii, która towarzyszy mi od lat.

Od dawna podejrzewam, że mój wózek inwalidzki ma wbudowany generator pola siłowego.
Technologia tak zaawansowana, że potrafi selektywnie tłumić fale dźwiękowe i zaginać czasoprzestrzeń.
Uruchamia się zawsze wtedy, gdy przekraczam próg gabinetu lekarskiego albo podjeżdżam do urzędowej lady.

I wtedy dzieje się to:
staję się przezroczysta.

Medyczny spirytyzm, czyli rozmowa z duchem

Wyobraźcie sobie tę scenę.

Wjeżdżam do gabinetu. Dorosła kobieta.
Mam głos, mam zdanie, mam pełną świadomość swojego zdrowia.
Jestem jedyną osobą w pomieszczeniu, której dotyczy sprawa.

Lekarz podnosi wzrok.
Ale nie na mnie.

Patrzy metr wyżej – na osobę, która mi towarzyszy.
I zaczyna się seans spirytystyczny.

Rozmowa o moich wynikach, moich lekach, moich rokowaniach…
tylko że nie ze mną.
Jakbym była duchem, który nie rozumie ludzkiej mowy.
Albo dzieckiem, które przypadkiem wjechało w poważną naradę dorosłych.

Szczyt absurdu: „Proszę wyjść, muszę pogadać o Pani”

Kulminacja tej farsy następuje wtedy, gdy lekarz – z miną stratega planującego operację wojskową – prosi mnie o opuszczenie gabinetu.

Mnie.
Pacjentkę.
Osobę decyzyjną.

Bo chce „na osobności” omówić moje zdrowie… ze mną nieobecną.

Najwyraźniej w logice systemu prawo do informacji i tajemnica lekarska wygasają dokładnie w momencie, gdy opony mojego wózka dotykają medycznej wykładziny.

To nie jest jednostkowa historia

To jest codzienność wielu z nas.

To pole siłowe działa wszędzie:

  • W urzędzie:
    „A czy ona rozumie, co podpisuje?” – pyta urzędnik, patrząc na osobę obok.

  • W sklepie:
    Moja dłoń staje się niewidzialna, więc reszta pieniędzy ląduje w rękach towarzysza.

  • W restauracji:
    „A co podać pani na wózku?” – pyta kelner, ignorując mój wzrok i moje istnienie.

To boli.
Nie dlatego, że jestem przewrażliwiona.
Tylko dlatego, że każdego dnia muszę walczyć o coś, co powinno być oczywiste: o własną podmiotowość.

Niepełnosprawność nie odbiera rozumu.
Nie odbiera głosu.
Ale system bardzo chętnie próbuje zamienić ją w ubezwłasnowolnienie.

Moja prośba na Światowy Dzień Zdrowia

Nie będzie to apel o fundusze, reformy ani innowacyjne terapie.
Mam dla Was coś prostszego.
Coś, co naprawdę działa.

Jeśli widzisz osobę na wózku – spróbuj tego:

  • powiedz „Dzień dobry” do niej,
  • spójrz jej w oczy,
  • mów do niej, a nie o niej ponad jej głową.

Zapewniam Cię – ona Cię słyszy.
Ona ma coś do powiedzenia.
Ona istnieje.

A teraz jestem ciekawa:
Czy zdarzyło Ci się kiedyś mówić do osoby towarzyszącej zamiast do głównego zainteresowanego?
Albo być świadkiem takiej sceny?
Jakie emocje to w Tobie wywołało – zaskoczenie, wstyd, bezradność, a może coś jeszcze?

Chętnie przeczytam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz