7 kwietnia. Światowy Dzień Zdrowia.
Dzień, w którym internet pęka od porad o profilaktyce, nowoczesnych terapiach i dbaniu o dobrostan.
A ja… ja chciałabym opowiedzieć Wam o zjawisku, którego nie znajdziecie w żadnym podręczniku.
O magii, która towarzyszy mi od lat.
Od dawna podejrzewam, że mój wózek inwalidzki ma wbudowany generator pola siłowego.
Technologia tak zaawansowana, że potrafi selektywnie tłumić fale dźwiękowe i zaginać czasoprzestrzeń.
Uruchamia się zawsze wtedy, gdy przekraczam próg gabinetu lekarskiego albo podjeżdżam do urzędowej lady.
I wtedy dzieje się to:
staję się przezroczysta.
Medyczny spirytyzm, czyli rozmowa z duchem
Wyobraźcie sobie tę scenę.
Wjeżdżam do gabinetu. Dorosła kobieta.
Mam głos, mam zdanie, mam pełną świadomość swojego zdrowia.
Jestem jedyną osobą w pomieszczeniu, której dotyczy sprawa.
Lekarz podnosi wzrok.
Ale nie na mnie.
Patrzy metr wyżej – na osobę, która mi towarzyszy.
I zaczyna się seans spirytystyczny.
Rozmowa o moich wynikach, moich lekach, moich rokowaniach…
tylko że nie ze mną.
Jakbym była duchem, który nie rozumie ludzkiej mowy.
Albo dzieckiem, które przypadkiem wjechało w poważną naradę dorosłych.
Szczyt absurdu: „Proszę wyjść, muszę pogadać o Pani”
Kulminacja tej farsy następuje wtedy, gdy lekarz – z miną stratega planującego operację wojskową – prosi mnie o opuszczenie gabinetu.
Mnie.
Pacjentkę.
Osobę decyzyjną.
Bo chce „na osobności” omówić moje zdrowie… ze mną nieobecną.
Najwyraźniej w logice systemu prawo do informacji i tajemnica lekarska wygasają dokładnie w momencie, gdy opony mojego wózka dotykają medycznej wykładziny.
To nie jest jednostkowa historia
To jest codzienność wielu z nas.
To pole siłowe działa wszędzie:
W urzędzie:
„A czy ona rozumie, co podpisuje?” – pyta urzędnik, patrząc na osobę obok.W sklepie:
Moja dłoń staje się niewidzialna, więc reszta pieniędzy ląduje w rękach towarzysza.W restauracji:
„A co podać pani na wózku?” – pyta kelner, ignorując mój wzrok i moje istnienie.
To boli.
Nie dlatego, że jestem przewrażliwiona.
Tylko dlatego, że każdego dnia muszę walczyć o coś, co powinno być oczywiste: o własną podmiotowość.
Niepełnosprawność nie odbiera rozumu.
Nie odbiera głosu.
Ale system bardzo chętnie próbuje zamienić ją w ubezwłasnowolnienie.
Moja prośba na Światowy Dzień Zdrowia
Nie będzie to apel o fundusze, reformy ani innowacyjne terapie.
Mam dla Was coś prostszego.
Coś, co naprawdę działa.
Jeśli widzisz osobę na wózku – spróbuj tego:
- powiedz „Dzień dobry” do niej,
- spójrz jej w oczy,
- mów do niej, a nie o niej ponad jej głową.
Zapewniam Cię – ona Cię słyszy.
Ona ma coś do powiedzenia.
Ona istnieje.
A teraz jestem ciekawa:
Czy zdarzyło Ci się kiedyś mówić do osoby towarzyszącej zamiast do głównego zainteresowanego?
Albo być świadkiem takiej sceny?
Jakie emocje to w Tobie wywołało – zaskoczenie, wstyd, bezradność, a może coś jeszcze?
Chętnie przeczytam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz