niedziela, 23 sierpnia 2026

Pollock mojego życia


 Czasem mam wrażenie, że stoję pośrodku ogromnego płótna, które samo mnie wybrało.

Że zanim zdążę pomyśleć, farby już lecą — rozpryskują się we wszystkie strony, jakby chciały opowiedzieć historię szybciej, niż ja potrafię ją zrozumieć.

Tańczę więc na tym obrazie, nieporadnie, ale uczciwie. Każdy krok zostawia ślad, każda myśl barwi przestrzeń wokół mnie. Domem staje się fragment płótna, który uda mi się ocalić przed chaosem — choć to zawsze za mało i zawsze najwięcej, na ile mnie stać.

Czerń karmi moją duszę, bo w niej jest prawda, której nie da się oszukać. Biel niesie Twój smutek — czysty, delikatny, nieproszony. A ja stoję pomiędzy, w tej naszej wspólnej szarości, która wcale nie jest brakiem barw, tylko ich spotkaniem. Gdybyś tu była, pewnie nazwałabyś to radością. Ja wciąż się tego uczę.

Zieleń pojawiła się przypadkiem — jak nadzieja, która wślizguje się w życie, nawet kiedy nie proszę. Nie da się jej już zmazać. Klękam więc nad tym płótnem, nad sobą, nad wszystkim, co jeszcze drży we mnie jak świeża farba.

I mówię cicho: wybacz, chciałabym znów służyć życiu, nie lękowi.

Dziękuję, że jesteś tu ze mną — że czytasz, że wracasz, że pozwalasz mi malować te wszystkie nieporadne obrazy w Twojej obecności. Twoja obecność naprawdę zmienia odcień mojego świata.

Jeśli chcesz i możesz wesprzeć moją drogę ku większej samodzielności, bezpieczeństwu i godności — wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc”. Każdy gest, nawet najmniejszy, jest jak kropla koloru, która ratuje cały obraz.

1 komentarz: