Czasem mam wrażenie, że żyjemy w jakimś spowolnionym kadrze. Jakby ktoś nagle przyciszył cały świat, a my zostaliśmy w pół kroku — z pytaniem, którego nikt nie chce wypowiedzieć na głos.
Słuchałam dziś Full Moon i poczułam, jak bardzo te słowa dotykają miejsc, o których zwykle się nie mówi. Tych, gdzie człowiek stoi trochę w łachmanach, trochę w prawdzie, trochę nagi — i pyta:
A co jeśli właśnie teraz wszyscy umieramy? A co jeśli to jest ten moment, w którym całe życie przelatuje nam przed oczami?
Może dlatego tak często czuję się jak ktoś, kto odkrył się za bardzo. Kto mówi zbyt szczerze, zbyt miękko, zbyt prawdziwie — i zostaje niezrozumiany przez kaszlący tłum, który woli patrzeć w bok.
A jednak piszę. Bo w tym wszystkim jest też światło. Takie, które pojawia się tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę jest obok.
Dziękuję, że wracacie
Za każdym razem, kiedy tu zaglądacie — nawet gdy ja znikam na chwilę, żeby poskładać siebie — czuję, że nie mówię w pustkę. Że moje słowa mają gdzie wylądować. Że ktoś je czyta nie tylko oczami, ale sercem.
Dziękuję za obecność. Za to, że potraficie być przy mnie nawet wtedy, gdy świat zwalnia do tempa szeptu. Za to, że nie uciekacie od trudnych emocji. Za to, że widzicie człowieka, nie tylko historię.
To naprawdę niesie.
Jeśli chcesz mnie wesprzeć
Wszystkie informacje o tym, jak możesz pomóc, są w zakładce „Jak pomóc” na blogu. Twoja obecność już jest darem. Każdy gest ponad to — jest światłem, które pozwala mi iść dalej, nawet kiedy noc jest pełnia i wszystko wydaje się zbyt jasne, zbyt prawdziwe.
Z czułością, Monika
Rozumiem cię Moniko 🙂
OdpowiedzUsuń