wtorek, 30 czerwca 2026

Lżejszy

 

Dotykam Twojej twarzy jak ktoś, kto dopiero uczy się widzieć.

Powoli, ostrożnie, jakby każdy milimetr skóry miał w sobie odpowiedź, której szukałam od dawna.
Wyczuwam chłód Twoich dłoni, ten drobny znak obecności, który mówi więcej niż słowa.
I nagle okazuje się, że można zwolnić.
Że już nie boli.

Przychodzimy do ludzi z ciężarem, który czasem nosiliśmy zbyt długo.
Z historiami, które ciążyły bardziej, niż chcieliśmy przyznać.
Z ciszą, która potrafiła krzyczeć.

A potem pojawia się ktoś, kto patrzy tak, jakby widział kolory, których my już dawno nie widzieliśmy.
Ktoś, kto nie zabiera ciężaru — tylko pomaga go unieść.
I nagle wszystko staje się lżejsze.
Nie dlatego, że zniknęło.
Ale dlatego, że nie niesiesz tego już sama.

Może właśnie o tym jest ta lekkość.
O obecności, która nie przygniata.
O bliskości, która nie wymaga udawania.
O drodze, którą można przejść razem — nie dlatego, że inaczej się nie da, ale dlatego, że nie chce się inaczej.


Dziękuję, że tu jesteście

Dziękuję, że tu jesteście.
Że wracacie, nawet kiedy ja znikam jak ślad na wodzie.
Że potraficie usłyszeć to, czego nie wypowiadam — drżenie, zawahanie, przerwę między słowami.
Że czytacie mnie tak, jak czyta się wiatr: nie oczami, lecz uważnością.

Dziękuję za obecność, która nie domaga się wyjaśnień.
Za czułość, która nie potrzebuje dekoracji.
Za to, że pozwalacie mi być — w pełnym świetle, w półcieniu, w ciszy, która dopiero szuka swojego kształtu.

Wasza
Monika

PS. Jeśli chcesz mnie wesprzeć:
Wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz