Zanim przejdziemy do mojej historii – szybkie pytanie do Was na ten po-festiwalowy, czerwcowy dzień: O czym marzyliście jako dzieci? I jak bardzo dorosłość zweryfikowała te plany, strzelając Wam klasycznego liścia w twarz? Śmiało, zostawcie komentarz. Chętnie poczytam, że nie tylko ja mam pod górkę, i że to rozczarowanie światem bywa tak samo bolesne dla każdego z nas.
Wczoraj internet dosłownie rzygał tęczą. Wszędzie te same, do porzygu przesłodzone zdjęcia z dopiskiem o „beztroskim bieganiu po soczystej łące”. Dziś kurz powoli opada, a ja patrzę na te wszystkie kadry z zaciśniętymi zębami i poczuciem potwornej niesprawiedliwości. Moje dzieciństwo? Miało zupełnie inny, brutalny scenariusz.
Podczas gdy moi rówieśnicy zaliczali zdarte kolana na trzepaku i po prostu żyli, ja uczyłam się, jak sprawnie manewrować wózkiem inwalidzkim. Przepuklina oponowo-rdzeniowa od pierwszego oddechu dba o to, żebym się przypadkiem nudą nie przejadła.
Jako dzieciak miałam tylko jedno, cholernie naiwne marzenie – po prostu być zdrową. Chciałam, żeby ból w końcu spakował walizki i raz na zawsze dał mi święty spokój. Tak bardzo w to wierzyłam... Spoiler: nie spakował. Został nieproszonym lokatorem, który codziennie rozgaszcza się w moim ciele.
Bunt na pokładzie i zapach wolności w taczce
W dokumentacji medycznej jestem tylko kolejnym nudnym przypadkiem, zimnym zestawem łacińskich terminów, diagnoz i ograniczeń. Ale, niespodzianka! Poza niedziałającym jak trzeba ciałem mam też uczucia, ogień w charakterze, potężny upór i ogromny, bezczelny apetyt na życie. Ten upór zresztą rósł we mnie od małego.
Pamiętam jak dziś sytuację z dzieciństwa. Miałam zaledwie kilka lat, a w sercu gigantyczny żal i potworną złość na katorżnicze, powtarzalne ćwiczenia. W ramach buntu przeciwko kolejnej próbie pionizacji i nauki chodzenia, ogłosiłam strajk generalny. Z fochem godnym oscarowej roli usiadłam na wózek – niby „za karę” dla całego świata, bo nie chciałam współpracować.
Dla mnie to był szczeniacki akt czystej, dziecięcej przekory. Chciałam po prostu utrzeć wszystkim nosa. Ale dla mojej Mamy... to był potężny, cichy cios prosto w serce. Widziałam w jej oczach ten moment, w którym pękła. Moment, w którym dotarło do niej, jak naprawdę będzie wyglądać moja przyszłość. Że ten wózek to nie chwilowy rekwizyt, z którego wyrosnę, ale moja bezwzględna rzeczywistość na zawsze. Do dziś ten wzrok mnie pali.
Żeby jednak nie było tak ponuro – dzieciństwo to też były chwile absolutnego, genialnego szaleństwa, gdzie na użalanie się nad sobą nie było czasu ani miejsca. Kiedy nie było pod ręką super-hiper-dostosowanego sprzętu, wjeżdżała... wiejska improwizacja i miłość, która nie zna barier.
Nigdy nie zapomnę, jak moja kuzynka zapakowała mnie i moją siostrę na... zwykłą, brudną, roboczą taczkę ogrodową. I tak oto, z piskiem opon, śmiechem rozrywającym gardła i zerową amortyzacją, gnała z nami po całym podwórku. To było nasze własne, ekstremalne safari. Byłyśmy wolne. Bez barier, bez protokołów medycznych, bez litości w oczach dorosłych – czysta, nieskrępowana, dzika radość.
Brutalny lifting marzeń i wspólne siodło
Z wiekiem moje marzenia musiały przejść brutalny, życiowy lifting. Niektóre wylądowały na najwyższej półce z napisem „całkowite science-fiction”, a patrzenie na nie boli najbardziej. Na przykład to, żeby po kilkunastu latach znowu wsiąść na grzbiet konia i poczuć tę cholerną, zapierającą dech w piersiach wolność... Za dzieciaka brałam przecież udział w hipoterapii i pamiętam to niesamowite uczucie wyższości nad grawitacją. Tęsknię za tym potwornie.
Z tamtym okresem wiąże się jedno z najpiękniejszych i najbardziej zwariowanych wspomnień. Pamiętam, jak moja siostra pierwszy raz w życiu miała wsiąść na konia – właśnie ze mną. Posadzili ją obok, a potem... cała ta akcja potoczyła się tak filmowo, że musieli ją ściągać z grzbietu razem z siodłem! Komiczny widok, ale pod tą warstwą śmiechu kryje się coś niezwykłego. Wtedy, siedząc tam wspólnie, ramię w ramię, w mojej siostrze narodziła się potężna miłość do tych zwierząt. Miłość, która trwa w niej do dziś i stała się jej wielką pasją. Moje lekarstwo stało się jej życiem.
Piękna, filmowa wizja mojego powrotu do tego... ale bądźmy realistami – mój kręgosłup na samą myśl prawdopodobnie zwinąłby się w paragraf i strzelił focha na kolejny rok. Więc zamiast tego, z solidną dawką czarnego humoru, codziennie toczę mało romantyczną, cholernie męczącą bitwę na materacu rehabilitacyjnym. O co walczę? O mniejszy ból, o odrobinę niezależności, o to, by system znowu ze mną nie wygrał i bym nie zamknęła się w skorupie zgorzknienia.
Aliści, żeby nie było, że potrafię tylko płakać w poduszkę – żyć też trzeba i to na własnych, twardych warunkach! W tym roku zamierzam absolutnie zaszaleć i nakarmić duszę rzeczami, które dają mi potężnego kopa do działania:
• Zobaczę PONOWNIE NA ŻYWO mój ukochany zespół LemON – po aż 11 latach tęsknoty i przerwy! (Tak, wciąż pamiętam ten dreszcz, jak brzmią).
• I pierwszy raz w życiu usłyszę na żywo Ewę Farną! Zamierzam wykrzyczeć te piosenki razem z nią.
Paliwo do walki – jak możesz dorzucić swoją cegiełkę?
To są właśnie moje momenty światła w tym całym tunelu. Moje małe ucieczki od codzienności. Żebym jednak mogła tam w ogóle dojechać, dalej walczyć na rehabilitacji i nie zwiędnąć psychicznie w czterech ścianach, potrzebuję bardzo przyziemnego, finansowego paliwa. Miesięczne utrzymanie mojego zdrowia w jakimkolwiek ładzie to około 3400 zł.
Skoro wczorajszy Dzień Dziecka już za nami, a wirtualne, puste życzenia powoli gasną, możesz podarować mi coś realnego – cegiełkę do tej codziennej, cichej walki. Obiecuję, że wykorzystam to najlepiej, jak potrafię!
💡 Jak możesz mnie wesprzeć?
Wszystkie szczegóły, numery kont, opcję szybkiego BLIK-a oraz dane do wysłania SMS-a znajdziesz bezpośrednio na moim blogu w zakładce [JAK POMÓC]. Zamiast rzucania pustych frazesów i współczucia – wybierz realne działanie.
Dzięki, że jesteście ze mną i pomagacie mi bezczelnie wyrywać losowi te małe, piękne zwycięstwa!
#MojaHistoria #PoDniuDziecka #SarkazmAlePrawda #MonikaMosór #Hipoterapia #BezCukru #LemON #EwaFarna #FundacjaSercaDlaMaluszka #Niezależność #Siostry
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz