Zacznę od konkretów, bo to jedyna rzecz, która dzisiaj naprawdę trzyma mnie w pionie — w przeciwieństwie do moich kręgów, które mają ostatnio własne ambicje.
Na koncie jest 8 560 zł.
Jesteście niesamowici.
Każda wpłata, każde udostępnienie, każdy gest — to jak małe światło zapalane w miejscu, gdzie ostatnio bywało ciemno.
Nasza zbiórka osiągnęła 57% celu i to jest ten moment, kiedy człowiek patrzy w ekran i myśli:
„Naprawdę? Naprawdę tyle osób wierzy, że dam radę?”
Życie to nie bajka, a rehabilitacja to nie masaż gorącymi kamieniami
Moja ostatnia rehabilitacja?
To nie była droga do sprawności.
To była walka — surowa, bez filtra, momentami bardziej przypominająca średniowieczne tortury niż cokolwiek, co kojarzy się z „dbaniem o zdrowie”.
Dlaczego?
Bo kiedy miednica jest skręcona, a kręgosłup pracuje jak chce, to kolano dostaje rykoszetem.
I odwrotnie — ból kolana potrafi wywołać reakcję łańcuchową aż do odcinka lędźwiowego.
To wszystko jest jednym wielkim systemem naczyń połączonych, który u mnie ostatnio działa jak orkiestra bez dyrygenta.
Operowane 24 lata temu.
Termin ważności „idealnego stanu” minął szybciej niż gwarancja na mikser z promocji.
Od lat walczę z ponownym zwichnięciem stawu.
Prosto z mostu: dawno tak nie bolało
To był taki, który odbiera oddech.
Taki, przy którym człowiek zaciska zęby tak mocno, że grozi to wizytą u protetyka.
Taki, który pokazuje, że „cierpieć w godnym milczeniu” to mit wymyślony po to, żebyśmy nie krzyczeli.
To orka.
Brutalna.
Bezlitosna.
Sprawdzająca granice, o których człowiek nie wiedział, że istnieją.
Cel jest jeden: turnus
Piszę, bo nie będę udawać, że jest kolorowo, kiedy boli jak diabli.
Moje biodro najwyraźniej przechodzi okres buntu i żyje własnym życiem — a ja muszę jakoś nadążyć.
To konieczność.
To szansa, żeby zatrzymać ten biologiczny chaos, zanim zrobi się jeszcze gorzej.
Jeśli możecie:
- Wpłaćcie co nieco — każda złotówka to krok w stronę dnia, w którym zaciskam zęby tylko przy jedzeniu twardych orzechów.
- Udostępnijcie — niech świat zobaczy, że walka trwa, nawet jeśli zawodnik jest trochę „pognieciony”.
- Napiszcie coś miłego (albo sarkastycznego) — dystans to jedyna rzecz, która u mnie działa bez zarzutu.
Gdyby moje ciało miało tyle determinacji co Wy, to pewnie kończyłabym rozgrzewkę przed maratonem, a nie zastanawiała się, który staw dziś ogłosi niepodległość.
Poza ekranem telefonu rzeczywistość potrafi być brutalnie szczera.
Kolano boli tak, że trudno to opisać, więc razem z rehabilitantką wzięłyśmy na warsztat kręgosłup i miednicę.
A ja, z moją historią operacji, implantów i stawów, które mają własne zdanie, wchodzę w to wszystko z nadzieją, że może tym razem uda się coś naprawić.
Prawe biodro?
(Listę operacji wrzucę niedługo — to będzie dłuższe niż „Moda na sukces”.)
To nie był zwykły ból.
Rehabilitacja to nie radosne machanie nóżką w rytm radiowych hitów.
Chętnie oddam karnet.
Nie piszę tego, żeby ktoś mnie głaskał po głowie.
Ten turnus to nie są wakacje pod palmami.
Do pełnej kwoty brakuje 6 440 zł.
Link do zbiórki: https://pomagam.pl/monikamosor
Dziękuję, że jesteście.
Lecimy po 100%.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz