czwartek, 25 czerwca 2026

Kiedy wiatr niesie to, czego nie da się wypowiedzieć

 


Są chwile, w których świat drży jak cienka nitka rozpięta między dwoma oddechami.
Chwile, w których cudzy niepokój staje się echem odbijającym się od twojej własnej ciszy.
Nie wiesz już, czy to krzyk, czy tylko wiatr przesuwający się po krawędziach dnia.
Czy to ból, czy jedynie wspomnienie dawnego pęknięcia.

Czasem próbujesz podnieść to, co nie ma kształtu.
Utrzymać w dłoniach coś, co rozsypuje się jak pył.
Czasem niesiesz ciężar, który nie należy do ciebie, choć przywarł do skóry jak cień.
I dopiero wtedy, gdy zatrzymasz się na moment, słyszysz własne serce — ciche, uparte, wciąż bijące.

Wolność nie zawsze przychodzi z hukiem.
Czasem jest tylko lekkim poruszeniem powietrza.
Czasem jest decyzją, by nie iść dalej w stronę burzy.
Czasem jest zgodą na to, że nie wszystko da się ocalić.

Idziesz więc.
Nie po to, by uciec.
Ale po to, by wrócić do siebie — do miejsca, gdzie wiatr nie niesie już cudzych historii, tylko twoją własną.
Do przestrzeni, w której światło układa się inaczej, łagodniej.
Do ciszy, która nie boli, lecz otula.

I w tej ciszy chcę powiedzieć jedno:

Dziękuję, że tu jesteście.
Że wracacie, nawet kiedy ja znikam jak ślad na wodzie.
Że potraficie usłyszeć to, czego nie wypowiadam — drżenie, zawahanie, przerwę między słowami.
Że czytacie mnie tak, jak czyta się wiatr: nie oczami, lecz uważnością.

Wasza
Monika

PS. Jeśli chcesz mnie wesprzeć:
Wszystkie informacje znajdziesz w zakładce „Jak pomóc” na blogu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz